Aktualne notowania

PCC ROKITA30.10 zł30.10 zł
PCC EXOL1.47 zł1.47 zł
Dane prezentowane są z 15 minutowych opóźnieniem.
Emisje Spółki

Aktualności

Obublikowano: 30 kwietnia 2014

28.04.2014, Parkiet Plus, Emil Szweda

Przyczyn jest kilka, a szacowanie ryzyka zmiany stopy procentowej przez inwestorów indywidualnych jest chyba najmniej istotną z nich.

Niemal jednocześnie emisje publiczne obligacji plasowały dwie spółki w branży chemicznej, obie znajdujące się w bardzo dobrej sytuacji finansowej. A jednak to zapisy na obligacje PCC Rokita trzeba było zredukować, a Orlenu wydłużyć o trzy tygodnie (ostatecznie skończyło się na wydłużeniu o dwa dni).

Wielkość ma znaczenie

Oczywiście można powiedzieć, że Rokita uplasował w tydzień emisję o stałym kuponie wartą 5 mln zł (pozostałe papiery za 17 mln zł kupił BDM, który zamierza je sprzedawać dalej w ramach oferty kaskadowej), a Orlen starał się o pozyskanie 100 mln zł od detalicznych inwestorów i dlatego trwało to dłużej, ale byłaby to tylko część prawdy. Jeszcze mniej istotna jest różnica w kuponach – podczas gdy Orlen oferuje 5 proc. na sześć lat, PCC Rokita zaproponował 5,5 proc. na pięć lat. Ale o tym więcej na końcu tekstu.

Jednak to nie wielkość emisji ma znaczenie decydujące, o czym Orlen wie najlepiej. Na początku kwietnia Orlen zaproponował bowiem inwestorom detalicznym obligacje warte 200 mln zł, a popyt przekroczył podaż już pierwszego dnia przyjmowania zapisów. Dlaczego więc inwestorzy nie chcieli kupować kolejnej serii, choć uruchomiono nawet wspierającą kampanię marketingową?

Zmieniły się warunki emisji – zamiast zmiennego kuponu (WIBOR6M plus 1,3 pkt proc. marży) na cztery lata, Orlen zaoferował 5 proc. stałego kuponu na sześć lat. Czy to wystarczająco duża różnica, by inwestorzy odwrócili się plecami do emisji?

Strategie marketingowe

Żeby zrozumieć różne podejście inwestorów do emisji obydwu spółek, trzeba się cofnąć co najmniej o rok, a najlepiej o trzy lata, kiedy PCC Rokita przeprowadził pierwszą publiczną emisję obligacji w Polsce. Rokita od początku działał według ustalonego planu, który zakładał budowę własnej bazy inwestorów detalicznych. Okresowo wspierał się nawet kampaniami marketingowymi, ale kierowanymi w ściśle określone miejsca – były to banery internetowe prowadzące na stronę dedykowaną nie tyle poszczególnym emisjom, ile inwestorom detalicznym w ogóle. Te ściśle określone miejsca to z kolei wyspecjalizowane serwisy internetowe – im bardziej wyspecjalizowane w obligacjach korporacyjnych, tym lepiej.

Teraz przyjrzyjmy się strategii marketingowej Orlenu, który rok temu reklamował swoje obligacje nawet w spotach telewizyjnych. Z takiego przekazu nie sposób zbudować bazy inwestorów detalicznych, zresztą nie była ona potrzebna oferującym (grupy Pekao i PKO BP). W maju 2013 r. na obligacje serii A Orlenu zapisy złożyło 618 inwestorów. Ale na trwającą niemal w tym samym czasie emisję obligacji PCC Rokita zapisy złożyło 595 inwestorów.

Orlen dla drobnych?

Przekonanie, że emisje Orlenu obejmowane są przez detalicznych inwestorów, jest fikcyjne. Są oni detaliczni tylko z nazwy. Średnia wartość zapisu na papiery serii A wyniosła 364 tys. zł. W przypadku emisji publicznych takich firm jak Zortrax, PCC Rokita czy Best – by wymienić te z ostatnich tygodni – było to od 30 tys. zł (Zortrax) do 60 tys. zł (Rokita).

Emisje Orlenu wyróżniają się też na Catalyst skalą obrotu. Nie tylko wynikającą z wielkości emisji. Dla przykładu, wolumen obrotu obligacjami serii A wyniósł w zeszłym roku (licząc od czerwca, gdy miał miejsce debiut) milion sztuk z dwóch milionów wyemitowanych. Tymczasem średni obrót na korporacyjnej części Catalyst wyniósł w 2013 r. 3,9 proc. (relacja wartości transakcji do notowanych papierów). Wniosek? Inaczej niż inni inwestorzy na Catalyst, kupujący papiery Orlenu nie robią tego, by je trzymać, lecz po to, by je sprzedać. Komu? Tym, którzy nie mogli ich kupić na rynku pierwotnym, a więc instytucjom finansowym.

Rozczarowanie

Orlen zmienił reguły gry i zaproponował inwestorom emisję ze stałym oprocentowaniem i nagle okazało się, że chętnych do jej kupienia brakuje. Papiery o stałym kuponie nie są chętnie widziane przez instytucje finansowe, które ryzyko stopy procentowej wolą przerzucać na emitentów. Zabawa w zakup na pierwotnym i sprzedaż na Catalyst okazała się więc zbyt ryzykowna dla tych, którzy dotąd zajmowali się transferem obligacji koncernu. Orlen nie miał też własnej bazy lojalnych inwestorów, którym mógłby wytłumaczyć zalety nowej formuły, bo w swojej strategii marketingowej stawiał na masowego, a więc anonimowego klienta.

A jeśli się chwilę zastanowić, są to zalety znaczące. Stały kupon jest tu w pewnym sensie zakładem o średnią stopę WIBOR6M w okresie sześciu lat. Jeśli odliczyć marżę, którą oferuje Orlen przy zmiennokuponowych papierach, to średni WIBOR z najbliższych sześciu lat nie powinien przekroczyć 3,7 proc., by papiery o stałym kuponie udowodniły swoją wyższość. Przewidywania na najbliższe dwa lata wyciągnięte z notowań kontraktów FRA nie przewidują wzrostu WIBOR powyżej 3,3 proc., a każdy miesiąc z niską inflacją gra na korzyść posiadaczy papierów o stałym kuponie.

Wróćmy na moment do Rokity. To bardzo dobra spółka, ale różnica między Rokitą i Orlenem jest taka jak między bardzo dobrym uczniem liceum i wyróżniającym się studentem. Różnica 0,5 pkt proc. w oprocentowaniu nie odzwierciedla różnicy ryzyka inwestycji w obligacje obu firm. Gdyby Rokita zaoferował 6,5 proc., ten artykuł by nie powstał, bo nie miałby sensu. Kupon o 1 pkt proc. niższy to zasługa skutecznej i długofalowej polityki budowania relacji z inwestorami detalicznymi i trafionej strategii marketingowej. Wygląda na to, że Orlen w ogóle nie brał tych walorów pod uwagę, dlatego ktoś tam, kogo nazwiska nie poznamy, dostał zapewne solidną reprymendę od Sławomira Jędrzejczyka, wiceprezesa PKN. Bo dla Orlenu i oferujących jego obligacje wydłużenie zapisów nawet o godzinę to sytuacja co najmniej kłopotliwa, może nawet wstydliwa.


Powrót do media o nas